26 turystów na jednego mieszkańca. Nadmierna turystyka a Dubrownik
Dubrownik coraz częściej wygląda jak średniowieczny Disneyland: perfekcyjna scenografia, tłumy odwiedzających i coraz mniej miejsca na codzienne życie. Gdzie kończy się miasto, a zaczyna atrakcja turystyczna – i kto płaci cenę za tę przemianę?
Nadmierna turystyka przywołuje obrazy zapadającej się Wenecji czy barcelońskie hasła „Tourists go home”. Rzadko myślimy jednak o mieście, które doświadcza jej na największą skalę. W sezonie w Dubrowniku na jednego mieszkańca przypada nawet 26 turystów, co sprawia, że bajkowe miasto bardziej przypomina średniowieczny Disneyland niż miejsce do życia.
Gdzie zaczyna się overtourism
Wenecja, Barcelona, Kioto – o tych miastach mówi się najczęściej w kontekście overtourismu. Słyszymy o protestach, o napięciach, o zmęczeniu mieszkańców. Ale czym właściwie jest nadmierna turystyka?
Overtourism, czyli nadmierna turystyka, to zjawisko, w którym liczba odwiedzających przekracza możliwości danego miejsca. Prowadzi do zatłoczenia, konfliktów społecznych i pogorszenia jakości życia mieszkańców. Co istotne – cierpią na tym także sami turyści. Trudno zachwycać się weneckimi kanałami, gdy widok zasłania plecak osoby przed nami, a codzienny dojazd do pracy staje się slalomem między wycieczkami.
Rekordy, które nie cieszą
Dlaczego ten problem stał się tak powszechny? Odpowiedź jest prosta: skala. Podróżowanie nigdy nie było tak tanie i dostępne. W 1950 roku na świecie podróżowało około 25 milionów turystów. W 2016 roku liczba ta przekroczyła miliard – ponad pięćdziesięciokrotny wzrost w zaledwie siedem dekad. W epoce tanich lotów i mediów społecznościowych miasta często nie nadążają z reagowaniem na lawinę odwiedzających.
Na nadmierną turystykę szczególnie narażone są kraje i miasta postrzegane jako przystępne cenowo, nastawione na szybki rozwój gospodarczy i słabo regulujące rynek turystyczny. Dubrownik idealnie wpisuje się w ten schemat. Średniowieczne mury, wąskie uliczki oraz trasy śladami nagrań do „Gry o Tron” uczyniły z niego obowiązkowy punkt każdej wycieczki po Chorwacji.
Miasto zachwyca – i nie bez powodu. Działa tu najstarsza apteka w Europie, nieprzerwanie od ponad 700 lat. Spacer po murach miejskich oferuje spektakularne widoki na Adriatyk i Stare Miasto. Zaskoczenie pojawia się jednak przy kasie: bilet wstępu kosztuje około 160 złotych.
Miasto drogie do życia
Dubrownik zmaga się z jednym z największych problemów nadmiernej turystyki na świecie. Taka skala przekłada się bezpośrednio na wzrost cen – w atrakcjach, restauracjach, transporcie publicznym, a przede wszystkim na rynku mieszkaniowym.
W Barcelonie protestujący niosą transparenty z hasłem „Twoje Airbnb było kiedyś moim domem”. Krótkoterminowy najem wypiera mieszkańców, bo właścicielom bardziej opłaca się wynajmować turystom. Młodzi barcelończycy podkreślają, że nie stać ich już nie tylko na mieszkanie, ale nawet na codzienne życie w mieście.
Wzrost cen nieruchomości prowadzi bezpośrednio do wyludniania miast. Najbardziej znanym przykładem jest Wenecja – w 1950 roku mieszkało tam około 175 tysięcy osób, dziś niespełna 50 tysięcy. Podobnie wygląda sytuacja w Dubrowniku, gdzie w ciągu ostatnich 30 lat liczba mieszkańców spadła o około 10 tysięcy.
Kto jednak chce mieszkać w mieście, które bardziej przypomina raj turystyczny niż prawdziwe miasto, gdzie żyją prawdziwi ludzie?
Kantor otoczony murami
– Starówka to bankomat – mówi Marc van Bloemen, opiekun w szkole. – Miasto zmienia się w park rozrywki. Ludzie, którzy próbują tu żyć, psują tę maskaradę.
Marc przeprowadził się do Dubrownika w 1972 roku. Dziś nie podjąłby tej samej decyzji.
Co sprawiło, że to niewielkie miasto stało się aż tak popularne? Głośno zrobiło się o nim po nagraniach do „Gry o Tron”, ale na skalę zjawiska wpłynęły także tanie loty, najem krótkoterminowy oraz statki wycieczkowe.
Fala z morza
Te ostatnie są szczególnym problemem miast portowych. Cumowanie jednego statku oznacza jednoczesne zejście na ląd tysięcy turystów, którzy rzadko wychodzą poza starówkę. Ponieważ nocleg i często posiłki mają zapewnione na statku, zostawiają w mieście niewiele pieniędzy, jednocześnie skutecznie zatłaczając jego przestrzeń.
W szczycie sezonu u brzegów Dubrownika cumowało aż do 7 statków wycieczkowych. Teraz, po interwencji nowego burmistrza, do brzegu miasta mogą dobić maksymalnie dwa statki. Wydłużono także minimalny czas cumowania do 8 godzin, aby turyści mieli szansę zgłodnieć i wesprzeć lokalną gospodarkę.
Miasto, które chce znowu żyć
Mato Franković objął urząd burmistrza w 2017 roku. Od tego czasu konsekwentnie walczy ze skutkami nadmiernej turystyki, lecz, jak podkreśla, nie z samymi turystami. – Widzę Dubrownik za 3 lata z szczęśliwymi obywatelami, dobrą turystyką i jako żyjące miasto – mówi.
Pojęcie „żyjącego miasta” stało się kluczowe dla lokalnej strategii. Poza ograniczeniami w najmie krótkoterminowym miasto wykupiło część mieszkań na Starym Mieście i przeznaczyło je na długoterminowy najem dla rodzin. Prowadzony jest także audyt Airbnb i innych usług turystycznych w centrum.
Dawny pałac przekształcono w szkołę. Pokazuje to pewien kierunek, w którym idzie miasto. – Każdy będzie zadowolony. Ale do tego trzeba będzie podjąć trochę trudnych decyzji – przyznaje Franković.
Program „Respect the City” obejmuje również mniejsze działania: limity hałasu nocnego w lokalach z ogródkami, obowiązek korzystania z audioprzewodników zamiast megafonów, redukcję stoisk z pamiątkami oraz system rezerwacji wjazdów dla autokarów.
Jak zwiedzać odpowiedzialnie
Czy problem nadmiernej turystyki oznacza, że należy zrezygnować z wizyty w Dubrowniku?
Nie – ale warto podróżować odpowiedzialnie:
- wybieraj terminy poza szczytem sezonu (unikaj lipca i sierpnia),
- zwiedzaj starówkę rano lub wieczorem,
- planuj dłuższy pobyt,
- korzystaj z lokalnych noclegów i restauracji,
- wychodź poza główne atrakcje.
Dubrownik nie jest tylko atrakcją turystyczną. To miasto, w którym wciąż żyją ludzie – i od sposobu, w jaki podróżujemy, zależy, czy tak pozostanie.


